Błędne koło odchudzania – dlaczego ciągle zaczynasz dietę od nowa?

Wiele osób trafiających do mojego gabinetu nie rozpoczyna pierwszej redukcji masy ciała. Częściej jest to piąta, dziesiąta, a czasami kolejna próba po kilku latach naprzemiennego chudnięcia i odzyskiwania utraconych kilogramów. Co ciekawe, wraz z każdą kolejną próbą wiedza na temat żywienia zwykle jest coraz większa. Pacjent potrafi wskazać produkty bogate w białko, zna przybliżoną kaloryczność posiłków, wie, czym jest deficyt energetyczny, a niekiedy ma za sobą kilka różnych diet przygotowanych przez specjalistów. Mimo tego problem pozostaje.

W takich sytuacjach łatwo dojść do wniosku, że przyczyną jest brak konsekwencji. Skoro dieta działała przez kilka tygodni, a później przestała być przestrzegana, rozwiązaniem wydaje się większa dyscyplina. Kolejna próba zaczyna się więc od jeszcze dokładniejszego liczenia kalorii, usunięcia z domu słodyczy, ograniczenia pieczywa, alkoholu czy jedzenia poza domem. Początkowo rzeczywiście może pojawić się poczucie kontroli. Problem w tym, że właśnie w tym miejscu często zaczyna tworzyć się mechanizm, który kilka tygodni później doprowadzi do kolejnego przerwania redukcji.

W pracy z pacjentami we Wrocławiu i Siechnicach bardzo często widzę ten sam paradoks: osoba, która uważa, że jest „za mało zdyscyplinowana”, w rzeczywistości przez znaczną część czasu próbuje kontrolować jedzenie niezwykle restrykcyjnie. Trudność nie polega więc zawsze na braku kontroli. Czasami problemem jest jej forma – sztywna, wymagająca perfekcji i pozostawiająca bardzo mało miejsca na sytuacje, które są normalną częścią życia.

 

Błędne koło odchudzania nie zaczyna się w momencie „złamania diety”

Kiedy pacjent opisuje poprzednią próbę redukcji, zwykle wskazuje konkretny moment, w którym wszystko zaczęło się psuć. Wyjazd na wakacje, święta, trudniejszy okres w pracy, weekend ze znajomymi albo wieczór, podczas którego pojawiło się więcej słodyczy.

Naturalnym wnioskiem staje się wtedy: „do tego momentu dieta działała, później zabrakło mi kontroli”.

Z perspektywy psychodietetycznej warto jednak cofnąć się o kilka kroków i przyjrzeć się temu, jak wyglądała dieta przed tym wydarzeniem.

Jeżeli przez kilka tygodni ktoś bardzo dokładnie kontrolował kalorie, ignorował głód, wykluczył wszystkie produkty uznawane przez siebie za tuczące, unikał restauracji i za wszelką cenę próbował utrzymać idealny plan, to późniejsze „odpuszczenie” niekoniecznie jest niezależnym wydarzeniem. Może być konsekwencją sposobu, w jaki redukcja została zaplanowana.

To ważne, ponieważ zmienia sposób myślenia o problemie. Zamiast pytać wyłącznie:

„Dlaczego nie potrafię wytrzymać na diecie?”

warto również zapytać:

„Dlaczego za każdym razem wybieram sposób odchudzania, na którym muszę wytrzymywać?”

Ta różnica jest jednym z kluczowych elementów wychodzenia z błędnego koła redukcji.

 

Im bardziej restrykcyjna dieta, tym większa kontrola – przynajmniej na początku

Restrykcyjne zasady mają jedną cechę, która sprawia, że są bardzo atrakcyjne: są proste.

„Nie jem słodyczy.”

„Nie jem pieczywa.”

„Nie jem po 18:00.”

„W weekend nie ma odstępstw.”

Nie trzeba wtedy podejmować wielu decyzji. Produkt jest albo dozwolony, albo zakazany. Dzień został zrealizowany prawidłowo albo nie. Kalorie się zgadzają albo plan został złamany.

W pierwszych dniach lub tygodniach może to dawać bardzo silne poczucie skuteczności. Masa ciała spada, motywacja jest wysoka, a kolejne przestrzegane zasady stanowią dowód, że tym razem rzeczywiście „robię wszystko jak należy”.

Problem polega na tym, że życie rzadko funkcjonuje według tak precyzyjnego planu.

Pojawiają się urodziny, restauracja, delegacja, wakacje, choroba dziecka, gorszy sen, stresujący dzień w pracy albo zwyczajnie ochota na coś, czego nie uwzględnia jadłospis. Im bardziej sztywny jest system, tym więcej takich sytuacji zaczyna być interpretowanych jako jego naruszenie.

I tutaj pojawia się jeden z najważniejszych mechanizmów błędnego koła odchudzania.

 

„Albo trzymam dietę, albo jej nie trzymam” – pułapka myślenia wszystko albo nic

W psychologii zachowania żywieniowego mówi się o myśleniu dychotomicznym, czyli postrzeganiu zachowań w dwóch przeciwstawnych kategoriach. W kontekście odchudzania może wyglądać to bardzo prosto: albo jem prawidłowo, albo nieprawidłowo; albo realizuję dietę, albo ją zepsułem.

Wyobraźmy sobie osobę, która przez cały tydzień dokładnie przestrzega planu. W sobotę podczas spotkania ze znajomymi zjada pizzę.

Z punktu widzenia fizjologii nie wydarzyło się nic szczególnie dramatycznego. Jeden bardziej kaloryczny posiłek może zmniejszyć tygodniowy deficyt energetyczny, ale nie przekreśla automatycznie całej redukcji.

Znacznie większe znaczenie może mieć to, co wydarzy się w głowie po tym posiłku.

Jeżeli reakcją będzie: „zjadłem pizzę, była dobra, wieczorem zjem normalną kolację”, konsekwencje pozostaną niewielkie.

Jeżeli natomiast pojawi się myśl: „skoro już złamałem dietę, dzisiaj wszystko jedno”, jeden posiłek może rozpocząć całe popołudnie lub weekend jedzenia w zupełnie innym schemacie.

W literaturze psychologicznej podobne zjawisko opisywane jest jako efekt naruszenia abstynencji. Początkowo analizowano je przede wszystkim w kontekście zachowań nałogowych, ale sam mechanizm jest przydatny również do zrozumienia części zachowań dietetycznych: niewielkie odstępstwo zostaje zinterpretowane jako całkowita porażka, a to zwiększa prawdopodobieństwo dalszego odejścia od założonego planu.

Problemem nie był więc wyłącznie kawałek pizzy. Problemem było przekonanie, że po jego zjedzeniu nie można już kontynuować normalnego dnia.

 

Organizm również reaguje na restrykcję

Nie wszystko da się jednak wyjaśnić psychologią.

Redukcja masy ciała wymaga deficytu energetycznego i ten fakt pozostaje niezmienny niezależnie od modelu żywienia. Organizm nie jest jednak biernym kalkulatorem kalorii. Jeżeli przez dłuższy czas dostarczamy mniej energii, uruchamia mechanizmy zwiększające prawdopodobieństwo jej odzyskania.

Wraz z utratą masy ciała zmienia się zapotrzebowanie energetyczne. Może spadać spontaniczna aktywność ruchowa, a przy większej restrykcji pogarszać się jakość treningów. Zmianom ulegają również mechanizmy odpowiedzialne za regulację głodu i sytości. U części osób jedzenie zaczyna zajmować coraz więcej uwagi, zwiększa się responsywność na bodźce związane z żywnością, a utrzymywanie dotychczasowego deficytu staje się subiektywnie trudniejsze.

Dlatego zdanie:

„Na początku dieta była łatwa, ale po dwóch miesiącach nagle przestałem mieć silną wolę”

niekoniecznie dobrze opisuje sytuację.

Warunki po dwóch miesiącach redukcji nie są identyczne jak w pierwszym tygodniu. Organizm jest lżejszy, zapotrzebowanie może być niższe, zmęczenie dietą większe, a głód bardziej odczuwalny.

Jeżeli plan nie uwzględnia tych zmian, utrzymanie go będzie wymagało coraz większego wysiłku.

 

Dlaczego bardzo niski limit kalorii może paradoksalnie utrudnić redukcję?

Teoretycznie większy deficyt energetyczny powinien oznaczać szybszą utratę masy ciała. W określonym przedziale rzeczywiście tak będzie. Problem pojawia się wtedy, gdy patrzymy wyłącznie na matematykę jednego dnia, ignorując zachowanie człowieka w perspektywie tygodni i miesięcy.

Plan zakładający 1300 kcal może wyglądać na skuteczniejszy niż plan 1700 kcal. Jeżeli jednak pierwszego udaje się przestrzegać przez cztery dni, a później głód i restrykcja prowadzą do epizodów znacznie większego spożycia, rzeczywisty tygodniowy bilans może wyglądać zupełnie inaczej.

Dlatego w gabinecie interesuje mnie nie tylko to, ile kalorii pacjent powinien teoretycznie jeść, żeby chudnąć, ale również to, przy jakiej podaży energii jest w stanie funkcjonować, pracować, trenować i zachować kontrolę nad sposobem jedzenia.

To szczególnie istotne u osób, które mają za sobą wiele bardzo niskokalorycznych diet. Kolejne mocne cięcie kalorii może początkowo ponownie przynieść spadek masy ciała, ale niekoniecznie rozwiąże problem, przez który poprzednie redukcje zostały przerwane.

Temat zależności pomiędzy restrykcją, głodem i utrzymaniem diety rozwinę szerzej w osobnym artykule tego cyklu: „Dlaczego im bardziej restrykcyjna dieta, tym trudniej ją utrzymać?”

 

Zakazany produkt zaczyna zajmować więcej miejsca w głowie

W ostatnim czasie zadałem swoim odbiorcom proste pytanie: czy kiedy zaczynają dietę, automatycznie myślą o produktach, których „nie będzie im wolno” jeść?

To pytanie dobrze pokazuje jeden z problemów tradycyjnego podejścia do redukcji. Dla wielu osób dieta nie zaczyna się od zastanowienia, co warto zmienić w codziennym sposobie jedzenia. Zaczyna się od tworzenia listy rzeczy, które trzeba usunąć.

Słodycze. Pizza. Pieczywo. Makaron. Alkohol. Jedzenie na mieście.

Jeżeli jakiś produkt otrzymuje status zakazanego, jego zjedzenie przestaje być neutralną decyzją żywieniową. Zaczyna mieć znaczenie moralne: „byłem grzeczny”, „złamałem dietę”, „nie powinienem był tego jeść”.

Może również pojawić się mechanizm ostatniej okazji. Skoro od jutra nie będzie można jeść czekolady, warto zjeść ją dzisiaj. A skoro dieta została już przerwana, warto wykorzystać moment, zanim rozpocznie się kolejna próba.

W ten sposób samo przekonanie o przyszłej restrykcji może wpływać na aktualne zachowanie.

Nie oznacza to, że podczas redukcji każdy produkt powinien być spożywany bez ograniczeń. Ograniczenie produktów o wysokiej gęstości energetycznej często jest potrzebne, aby uzyskać deficyt. Różnica pomiędzy ograniczeniem a zakazem ma jednak duże znaczenie dla sposobu, w jaki część osób później reaguje na ich obecność.

W kolejnym tekście klastra szerzej odpowiem więc na pytanie: „Czy dietetyk zabierze mi słodycze, pieczywo i ulubione jedzenie?”

 

Dlaczego problem często ujawnia się właśnie w weekend?

To kolejny bardzo charakterystyczny scenariusz gabinetowy.

Od poniedziałku do piątku wszystko wygląda prawidłowo. Posiłki są przygotowane, kalorie policzone, alkohol wykluczony, słodyczy nie ma. W sobotę struktura dnia się zmienia. Pojawia się późniejsze śniadanie, wyjście ze znajomymi, restauracja albo więcej czasu spędzanego w domu.

I nagle kontrola znika.

Najłatwiej powiedzieć wtedy, że problemem są weekendy.

Nie zawsze.

Czasami weekend jedynie pokazuje konsekwencje tego, co działo się od poniedziałku do piątku. Jeżeli przez pięć dni ktoś jadł bardzo mało, ignorował ochotę na określone produkty i funkcjonował według sztywnych zasad, sobota jest pierwszym momentem, kiedy kontrola zaczyna słabnąć.

Warto więc zadać inne pytanie:

czy trzeba jeszcze bardziej kontrolować sobotę, czy może zmienić sposób jedzenia od poniedziałku do piątku?

To zagadnienie również zasługuje na osobny artykuł, ponieważ schemat „w tygodniu trzymam dietę, w weekend wszystko psuję” jest jednym z częstszych problemów osób próbujących redukować masę ciała.

 

Poczucie winy często prowadzi do kolejnej restrykcji

Po weekendzie przychodzi poniedziałek.

Masa ciała może być wyższa. Nie musi to oznaczać, że w ciągu dwóch dni przybyło kilka kilogramów tkanki tłuszczowej. Większa ilość węglowodanów zwiększa zapasy glikogenu, a wraz z nim ilość związanej wody. Więcej soli sprzyja przejściowemu zatrzymaniu płynów, a większa objętość jedzenia oznacza również większą zawartość przewodu pokarmowego.

Na wadze pojawia się jednak liczba, która uruchamia poczucie winy.

W odpowiedzi osoba postanawia „naprawić weekend”.

Pomija śniadanie. Ogranicza węglowodany. Zmniejsza kalorie jeszcze bardziej. Dokłada trening cardio.

I w ten sposób wracamy do początku cyklu.

Przejadanie nie prowadzi więc do normalizacji sposobu jedzenia. Prowadzi do kary. Kara zwiększa restrykcję, a restrykcja ponownie tworzy warunki sprzyjające utracie kontroli.

To jeden z powodów, dla których kompensowanie jedzenia może podtrzymywać błędne koło odchudzania, nawet jeżeli krótkoterminowo daje poczucie odzyskania kontroli.

 

Czy to znaczy, że podczas odchudzania nie trzeba się kontrolować?

Nie. Takie podejście byłoby drugim skrajnym uproszczeniem.

Redukcja tkanki tłuszczowej wymaga utrzymywania deficytu energetycznego. Dla wielu osób potrzebna będzie również pewna forma planowania posiłków, kontroli porcji czy monitorowania masy ciała. Przy insulinooporności, zaburzeniach lipidowych, chorobach tarczycy, problemach jelitowych czy innych schorzeniach dochodzą kolejne elementy wymagające indywidualnego dopasowania sposobu żywienia.

Psychodietetyka nie polega na ignorowaniu fizjologii ani na przekonywaniu, że można osiągnąć każdy cel bez ograniczeń.

Znacznie ważniejsze jest rozróżnienie pomiędzy kontrolą elastyczną i sztywną.

Elastyczna kontrola pozwala uwzględnić w diecie restaurację, deser czy wyjazd i później wrócić do standardowego sposobu jedzenia bez poczucia, że cały plan został przerwany.

Sztywna kontrola działa dobrze przede wszystkim wtedy, kiedy wszystko przebiega zgodnie z planem.

A problem z życiem polega na tym, że regularnie nie przebiega.

 

Skuteczna redukcja powinna przygotowywać do życia po redukcji

To element, którego bardzo brakuje w wielu planach odchudzania.

Pacjent otrzymuje dietę na trzy miesiące. Ma schudnąć określoną liczbę kilogramów. Cała uwaga zostaje więc skierowana na osiągnięcie docelowej masy ciała.

Tylko co ma wydarzyć się później?

Jeżeli przez cały okres redukcji osoba korzystała z zupełnie innego sposobu jedzenia niż ten, który jest w stanie utrzymać na co dzień, po zakończeniu procesu pozostają właściwie dwie możliwości: nadal funkcjonować „na diecie” albo wrócić do wcześniejszego sposobu żywienia.

Dlatego w pracy psychodietetycznej bardzo ważne jest dla mnie pytanie nie tylko:

„Czy dzięki temu planowi pacjent schudnie?”

ale również:

„Czego ten plan uczy go na czas, kiedy redukcja się skończy?”

Jeżeli w trakcie odchudzania nauczymy się komponować posiłki, reagować na większy głód, radzić sobie z restauracją, wyjazdem, świętami czy gorszym tygodniem, utrzymanie efektów nie wymaga później budowania wszystkiego od początku.

Redukcja staje się wtedy okresem nauki zarządzania sposobem jedzenia, a nie czasowym programem, po którym wracamy do „normalności”.

 

Jak zacząć wychodzić z błędnego koła odchudzania?

Pierwszym krokiem często nie jest wprowadzenie kolejnych zasad, ale analiza tych, które już istnieją.

Warto przyjrzeć się wcześniejszym redukcjom i sprawdzić, w którym momencie zwykle pojawiał się problem. Czy poprzedzał go duży głód? Czy trudności występowały przede wszystkim w weekendy? Czy pojedyncze odstępstwo prowadziło do całkowitego porzucenia planu? Czy po bardziej kalorycznym dniu pojawiała się potrzeba głodzenia się lub dodatkowego treningu?

Dopiero wtedy można ocenić, czy rzeczywiście problemem był brak motywacji.

Czasem znacznie skuteczniejszą zmianą będzie zwiększenie kaloryczności diety, włączenie wcześniej zakazanych produktów, zaplanowanie posiłków poza domem albo odejście od bardzo precyzyjnego liczenia na rzecz bardziej elastycznej struktury.

U innej osoby potrzebna będzie natomiast większa struktura, ponieważ to właśnie jej brak prowadzi do chaotycznego jedzenia.

Dlatego nie istnieje jeden psychodietetyczny model redukcji odpowiedni dla wszystkich.

Elastyczność również powinna być indywidualizowana.

 

Dietetyk i psychodietetyk – Wrocław, Siechnice i Wieluń

W gabinetach spotykam zarówno osoby rozpoczynające pierwszą świadomą redukcję, jak i pacjentów, którzy odchudzają się od kilkunastu lat. W tej drugiej grupie bardzo często samo przygotowanie kolejnego jadłospisu nie jest wystarczającym rozwiązaniem.

Podczas konsultacji dietetycznych i psychodietetycznych analizuję nie tylko zapotrzebowanie energetyczne, sposób żywienia, aktywność czy wyniki badań. Ważna jest również historia wcześniejszych redukcji: co działało, kiedy pojawiały się trudności, jakie zasady były niemożliwe do utrzymania i co zwykle działo się po pierwszym odstępstwie od planu.

Konsultacje prowadzę stacjonarnie we Wrocławiu, Siechnicach oraz Wieluniu. W przypadku osób mających za sobą wiele nieudanych prób odchudzania celem nie musi być stworzenie jeszcze bardziej precyzyjnej diety. Czasem znacznie ważniejsze jest znalezienie takiego sposobu redukcji, który nie wymaga później kolejnego „zaczynania od poniedziałku”.

 

Błędne koło odchudzania można przerwać

Powtarzające się próby redukcji łatwo interpretować jako dowód braku konsekwencji. Tymczasem czasami warto spojrzeć na nie jak na informację.

Jeżeli ten sam schemat kończy się podobnie po raz piąty, być może problem nie polega na tym, że za każdym razem wykonujemy go niewystarczająco dokładnie.

Być może trzeba zmienić sam schemat.

Deficyt energetyczny nadal będzie potrzebny. Odpowiednia jakość diety nadal ma znaczenie. Aktywność fizyczna nadal pozostaje ważnym elementem zdrowia i kontroli masy ciała.

Zmienia się natomiast sposób, w jaki próbujemy te elementy wprowadzić do normalnego życia.

Bo ostatecznie skuteczna redukcja nie jest tą, podczas której przez kilka tygodni wszystko realizujemy perfekcyjnie.

Znacznie ważniejsza jest ta, po której nie trzeba rozpoczynać kolejnej diety od początku.

 

FAQ – błędne koło odchudzania

Dlaczego ciągle zaczynam dietę od poniedziałku?

Poniedziałek tworzy symboliczną granicę pomiędzy okresem „bez diety” a ponownym wprowadzeniem kontroli. Jeżeli sposób odchudzania opiera się na sztywnych zasadach, nawet niewielkie odstępstwo może prowadzić do przekonania, że aktualnej próby nie da się już kontynuować. Wtedy łatwiej odłożyć powrót do planu do kolejnego poniedziałku niż wrócić do niego przy następnym posiłku. Warto więc pracować nad umiejętnością kontynuowania procesu mimo pojedynczych odstępstw.

Dlaczego po kilku dniach diety zaczynam ciągle myśleć o jedzeniu?

Jedną z przyczyn może być zbyt duży deficyt energetyczny i wynikający z niego wzrost głodu. Znaczenie może mieć również restrykcja poznawcza. Jeżeli przez cały dzień kontrolujesz jedzenie i regularnie przypominasz sobie, czego nie wolno Ci zjeść, jedzenie zaczyna zajmować coraz więcej uwagi. Dlatego warto analizować zarówno fizjologiczną sytość diety, jak i zasady, które zostały wokół niej zbudowane.

Czy restrykcyjne diety zwiększają ryzyko efektu jo-jo?

Nie każda dieta zawierająca ograniczenia prowadzi do efektu jo-jo. Problemem może być jednak model redukcji, którego nie da się utrzymać po osiągnięciu celu. Jeżeli podczas odchudzania sposób jedzenia diametralnie różni się od późniejszego życia, po zakończeniu diety łatwo wrócić do wcześniejszych zachowań. Dodatkowo po redukcji organizm ma niższe zapotrzebowanie energetyczne, a mechanizmy regulacji apetytu mogą sprzyjać odzyskiwaniu masy ciała.

Czy jeden dzień jedzenia ponad zapotrzebowanie niszczy redukcję?

Nie. O zmianie ilości tkanki tłuszczowej decyduje bilans energetyczny utrzymywany w dłuższym czasie. Jeden bardziej kaloryczny dzień może zmniejszyć wcześniej wypracowany deficyt, ale nie oznacza automatycznie utraty wszystkich efektów. Duży wzrost masy ciała następnego dnia wynika często również z większej ilości glikogenu, związanej z nim wody, sodu oraz treści pokarmowej.

Co zrobić dzień po przejedzeniu?

W większości przypadków najlepiej wrócić do zwykłej struktury posiłków. Nie ma potrzeby stosowania głodówki, detoksu ani intensywnego treningu w celu „spalenia” poprzedniego dnia. Jeżeli apetyt jest naturalnie mniejszy, wielkość posiłków może się spontanicznie zmienić. To jednak coś innego niż celowe karanie się jedzeniem lub jego brakiem.

Czy podczas odchudzania można jeść słodycze, pizzę albo pieczywo?

Tak. Redukcja masy ciała nie wymaga automatycznego wykluczenia tych produktów. Znaczenie ma ich ilość, częstotliwość oraz całkowity bilans energetyczny i jakość diety. U części osób zaplanowana możliwość spożywania ulubionych produktów zmniejsza poczucie restrykcji i ułatwia utrzymanie planu w dłuższej perspektywie. Nie oznacza to jednak, że ich ilość pozostaje bez znaczenia.

Czy liczenie kalorii jest złe?

Nie. Liczenie kalorii jest narzędziem i u wielu osób może być bardzo pomocne, szczególnie na początku pracy nad wielkością porcji i świadomością energetyczności produktów. Problem pojawia się wtedy, gdy każda niewielka różnica względem planu wywołuje niepokój albo prowadzi do przekonania, że dzień został „zepsuty”. Sposób monitorowania diety powinien więc być dostosowany również do relacji danej osoby z jedzeniem.

Dlaczego w tygodniu potrafię trzymać dietę, a w weekend tracę kontrolę?

Przyczyną może być zmiana struktury dnia i większa dostępność jedzenia, ale warto również przeanalizować sposób żywienia od poniedziałku do piątku. Jeżeli dni robocze są bardzo restrykcyjne i wiążą się z dużym głodem oraz licznymi zakazami, weekend może stać się momentem odreagowania. W takiej sytuacji rozwiązaniem nie zawsze jest jeszcze dokładniejsze pilnowanie soboty i niedzieli.

Kiedy warto zgłosić się do psychodietetyka?

Pomoc psychodietetyczna może być szczególnie przydatna, gdy kolejne redukcje przebiegają według podobnego schematu, jedzeniu regularnie towarzyszy poczucie winy, pojawia się silne myślenie „wszystko albo nic”, kompensowanie jedzenia głodzeniem lub aktywnością albo trudność w rozpoznawaniu głodu i sytości. Jeśli występują objawy mogące wskazywać na zaburzenia odżywiania, konieczna może być szersza opieka obejmująca również psychologa, psychoterapeutę, psychiatrę lub lekarza.

Czy psychodietetyk może pomóc w redukcji masy ciała?

Tak, szczególnie jeżeli problemem nie jest brak wiedzy o zdrowym żywieniu, lecz trudność w utrzymaniu zmian. Podejście psychodietetyczne pozwala pracować nad zachowaniami, przekonaniami dotyczącymi jedzenia, reakcją na odstępstwa oraz sposobem budowania nawyków. Nie zastępuje ono jednak fizjologicznych podstaw redukcji. Dlatego połączenie dietetyki i psychodietetyki może być szczególnie wartościowe u osób, które wielokrotnie chudły, ale miały trudność z utrzymaniem uzyskanych efektów.

 

Michał Mossakowski